czwartek, 19 listopada 2009
Plebiscyt na francuską powieść dziesięciolecia

Dziennik Le Figaro ogłosił plebiscyt na najlepszą francuską powieść mijającego dziesięciolecia.

W dziesiątce znajdują się:

1. Platforma, Michel Houellebecq
2. Voyez comme on danse, Jean d'Ormesson
3. Rouge Brésil, Jean-Christophe Rufin
4. Les Ames grises, Philippe Claudel
5. Po prostu razem, Anne Gavalda
6. Łaskawe, Jonathan Littell
7. Un lieu incertain, Fred Vargas
8. La Ritournelle de la faim, JMG Le Clézio
9. D'autres vies que la mienne, Emmanuel Carrère
10. Inne

A głosować można tu
14:39, kapeluszpelenksiazek
Link Komentarze (2) »
środa, 11 listopada 2009
Mała handlarka prozą, Danniel Pennac

Są książki, których tytuły uważam za genialne. Za genialne, błyskotliwe i zapadające w pamięć, pozostając jednocześnie z dala od marketinowej tandety. "Mała handlarka prozą". Handlować prozą. Być handlarzem prozy. Czyż nie jest to po prostu fantastyczny tytuł? Cieszę się, że było możliwe łumaczenie dosłowne z oryginału: "La Petite marchande de prose", bo zachwyt jest dla mnie przy tym podwójny.

Ale dość o tytule, bo trzeba przejść do rzeczy. "Mała handlarka prozą" Daniela Pennac'a, to jedna z kilku części osobliwego cyklu o rodzinie Malaussene i najbardziej popularna. Książka jest sukcesem wydawniczym we Francji, i od chwili jej wydania, tj o 1990 roku nie straciła na popularności.

Jej główny bohater, Benjamin Malaussene, to kozioł ofiarny, który bycie kozlem ofiarnym doprowadził w swoim życiu do perfekcji. Obarczony licznym rodzeństwem na utrzymaniu (rodzicielka wdała się w kolejny romans i wyjechała z ukochanym do słonecznej Wenecji), Benjamin stawia dzielnie czoło codziennym problemom związanych w narzuconą odpowiedzialnością. Jego praca w wydawnictwie literackim też nie jest zawsze usłana różami-w pierwszym rozdziale widzimy jak musi odeprzeć atak olbrzyma, który demoluje biuro za to, że jego rękopis został kolejny raz odrzucony. Zdarzenie zbiega się z innym nieszczęściem w życiu Benjamin'a. Jego ukochana dziewiętnastoletnia siostra przygotowuje się do ślubu z piędziesięcioośmioletnim dyrektorem więzienia-spełnionej utopii, który przemienia swoich podopiecznych w artystów. Podłamany, rzuca pracę w wydawnictwie. Można powiedzieć, że tu kończy się obyczajowy charakter książki, bo to co później następuje, to już wybuchowa mieszanka thrilleru, powieści psychologicznej i kryminału w najlepszym wydaniu. Zwrot akcji następuje w przeddzień ślubu, gdy podopieczni mordują niedoszłego szwagra. Gdy dni upływają mu na pocieszaniu siostry, która okazuje się być w ciąży, otrzymuje niecodzienną propozycję od swojej byłej pracodawczyni. To ona jest małą handlarką prozy, o której mowa w tytule. Królowa Zabo, jak ją nazywa w książce główny bohater, proponuje mu nietypową rolę. Od kilku lat młynem na wodę i głownym żywicielem wydawnictwa jest pewien anonimowy autor. Trzeba dodać: autor best-sellerów, sławny na całym świecie, który postanowił się ujawnić, ale nie do końca...To Benjamin ma być jego twarzą i to on ma się ujawnić publiczności podając się za długo ukrywającego się przed światem pisarza. I tu kończy się część którą mogę ujawnić tym, co nie czytali książki. Zdradzę jeszcze tylko, że ten, co się podaje za autora wcale nim nie jest. Jest nim kto inny. Ktoś kto weźmie Benjamin'a we własnej osobie za wielkiego uzurpatora. A rolą Benjamin'a miało być tylko odegranie kozła ofiarnego...

To jeden z niewielu tytułów, po które sięgnęłam w swoim życiu po raz drugi. Oprócz tego, że trzyma w napięciu, akcja toczy się wartko i następują mocne zwroty akcji, jest to wielka książka o przyjaźni i znaczeniu rodziny. Brzmi banalnie? Być może, ale to książka do cna optymistyczna i to jest jej największą zaletą. I jest tu jeszcze jedno-ten już wpomniany handel prozą, bo przecież o nim też tu mowa. To książka o wielkiej miłości do książek, o ich tworzeniu, czytaniu i hołubieniu. Także o tak wielkiej potrzebie tworzenia słowa pisanego, która popycha nawet do zbrodni...

Polecam z czystym sumieniem wszystkim miłośnikom książek.

18:42, kapeluszpelenksiazek , lekko i przyjemnie
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 listopada 2009
Co robił Beigbeder, gdy miał 13 lat

Przed chwilą buszując po Ina.fr wpadłam na wywiad z 13-letnim F. Beigbederem! Wywiad dotyczy jego przemyśleń nad lietraturą S-F. Zobaczcie sami.

Warto pomyszkować po stronie, bo przechowane są na niej archiwalne audycje Bernarda Pivot, do których zapraszał wielu ludzi pióra.

Tutaj wywiad z Le Clézio

 

A propos, mam do oddania "99F" Może jest ktoś chętny? Książka jest po francusku

18:18, kapeluszpelenksiazek
Link Dodaj komentarz »
Alabama song, Gilles Leroy

Nie wiem czy Wam również zdarza się sięgnąć po jakaś książkę trochę ze snobizmu, trochę z poczucia obowiązku, a tylko trochę ze sprzyjających okoliczności, (no i ...chęci oczywiście). W przypadku książki "Alabama Song" autorstwa Gilles'a Leroy te wszystkie czynniki pojawiły się u mnie jednocześnie, gdy po nią sięgnęłam. Chęci miałam na nią mało. Od razu się przyznam (to będzie wstydliwe wyznanie), że nie czytałam ani jedenj książki Scotta Fitzgeralda i może dlatego trochę się obawaiałam, że się w tym świecie nie odnajdę, a już na pewno pewne rzeczy uznam zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych. Co do snobizmu i obowiązków postawiłam sobie za cel sięgać częściej po ważne powieści francuskie ostatnich lat. W końcu romanistyka oblige. A że ostatnio w bibliotece książka akurat nawinęła mi się sama pod rękę, to nie było wyboru.

Książce przyznano Prix Goncourt 2007. To historia Zeldy, żony Scotta Fitzgerlad, pisana w pierwszej osobie w formie jej pamiętnika. Na początku ciężko mi było się w nią wciągnąć, był nawet moment, że chciałam ją odłożyć, ale postanowiłam sprawdzoną metodą 20 stron (podobną stosuje moja ulubiona bloggerka) dać jej jeszcze małą szansę. Po zawieszeniu, po tych 20 stronach postanowiłam rzucić okiem do Wikipedii, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o Zeldzie Fitzgerald. I myślę, że to zaważyło na tym, że powróciłam do lektury. I nie dlatego, że stał się cud i nagle książka mnie oczarowała. Nic z tych rzeczy. Postanowiłam po prostu trochę pobyć z tą intrygującą kobietą, ktora tak tragicznie skończyła swoje życie, i która przeżyła je w cieniu swojego męża. Nie boję się używać tu górnolotnych słów, bo jej historia jest naprawdę poruszająca. Była córką zamożnego i poważanego adwokata w Alabamie. Jako nastolatka, możnaby rzec, spędzała czas na prostych przyjemnościach: poświęcała czas nauce baletu, smakowaniu ukradkiem, lub i nie, alkoholu, papierosów i męskich rówieśników. Ogólnie możnaby ująć, że była dziewczyną, którą w języku Moliera określa się jako "une allumeuse". Kolejny etap jej życia mija u boku Scotta Fitzgeralda, za którego wychodzi za mąż. Młody pisarz zaczyna święcić pierwsze sukcesy, które oboje obficie zakrapiają alkoholem i podróżami po Europie. Między młodymi małżonkami zaczynają narastać konflikty podsycane dziwną rywalizacją i zazdrością. Scott Fitzgerald podobno wykradał fragmenty jej dziennika i publikował pod swoim nazwiskiem. Ona się skarży, że On ją zaniedbuje (w powieści to jest ujęte słowami, że w ciągu sześciu miesięcy wszedł do jej sypialni, po to tylko by nalać jej wody). On jej wypomina złe prowadzenie i wybryki. Uwielbiają jednak wspólnie nocne eskapady bo lokalach i bycie celebrytami swoich czasów. U Zeldy w 1930 roku wykryto schizofrenię, która wymagała okresowych pobytów w szpitalach psychiatrycznych. W szpitalu też umiera; ginie tragicznie w wyniku pożaru, uwięziona w raz z innym pacjentami na ostatnim piętrze szpitala.

Sama książka na mnie wrażenia nie zrobiła. Może dlatego, że lubię nieco bardziej tradycyjną narrację. Kręciło mi się w głowie od przeskakiwania lat, miejsc i postaci. To nie ułatwia spoufalenia się z bohaterami. Pamiętnik Zeldy jest chaotyczny, daje nam czasami tylko strzępki obrazów, sytuacji. Oczywiście doceniam to jako narzuconą estetykę-zabieg literacki, który oddaje naturę jej psychiki. Zelda-Leroy pisze tu emocjami. Język przechodzi od poetyckiego w bardzo drapieżny, wręcz brutalny. Jest też świadectwem jak wrażliwie odbierała świat-nie do zapomnienia jest tu opis okrucieństwa wyrządzonego zwierzęciu podczas korridy. Jej ocena zjawisk wokół siebie jest niezwykle trafna i szczera do bólu. Zwłaszcza swojego małżeństwa-widziała siebie jako własność Scotta, wiedziała też, że jest częścią jego popularności. Ale przyznaje również, że i ona się nim posłużyła, by opuścić Alabamę. Ma świadomość tego, że jej wolność jest ograniczona tylko przez fakt, że jest kobietą (twierdzi, że jako mężczyzna nigdy nie zmusiłaby się do malżeństwa). Wiele tu też subtelnie-pikantnych szczegółw dotyczących seksu lub bezlitosnych obrazów ludzi epoki, z którymi się spotykali; Hemingway (w książce występuje jako Lewis) jest w jej oczach spaślakiem i miernym pisarzyną, który odnosi sukcesy tylko dzięki wstawinnictwu Scotta Fitzgeralda. I mały szokujący bonus-przyłapuje obu panów w dwuznacznej sytuacji, co miałoby sugerować, że Fitzgerald i Hemingway mieli się ku sobie.

Mimo, że książkę czyta się mozolnie, to idzie szybko, bo nie jest obszerna, może na dwa wieczory. Ja osobiście czytałam ją tylko po to, żeby przez te kilka chwil ożywić postać Zeldy, której się to w moim odczuciu należy. Chyba na tym właśnie polega magia literatury-wszkrzesza, tych co odeszli w zapomnienie. Na pewno wielu zachęci sam klimat książki- historia wokół życia wielkiego pisarza.

Po jej ukończeniu poczułam jednak ulgę, że to już koniec i, że mogę sobie teraz sięgnąć po coś bardziej odprężającego. (Czeka na mnie świeżo wypożyczona "Mała handlarka prozą", Daniela Pennaca)

Chętnie za to obejrzę film, który ma wejść do kin w 2010 roku oparty na jej biografii.


12:15, kapeluszpelenksiazek , Prix Goncourt
Link Dodaj komentarz »